Flaga Rafał Sadowski - wyprawy do Mongolii
Mongolia przepiękna kraina Tak tez wygląda transport w Mongolii Ludzie w Mongolii Przepiękne dzikie stada koni w Mongolii Ryby w rzekach Mongolii Wielbłądy i pustynie Mongolii

Ku stepom Mongolii biegnie Trakt Czujski

Ku stepom Mongolii biegnie Trakt Czujski

 

[...] Z Kyzył jest bliziutko – rzut beretem – do granicy Mongolii i przejścia w Taszancie, ale by wjechać do Mongolii, to musieliśmy najpierw cofnąć się daleko na północ, aż do Nowosybirska. Przejechać  dodatkowo 1500 km przez całą Tuwę, Kraj Ałtajski i Republikę Ałtaj . Czemu? Bo nie było szans dotrzeć tam na skróty. Dzikie, bezludne góry okazały się nie do przebycia. Kilkakrotnie próbowaliśmy przedrzeć się szlakami na zachód, ale nie udało się, mimo że na mapie widzieliśmy  nitki dróg i pomagali nam miejscowi. Może gdybyśmy dysponowali samochodem terenowym, takim kolosem jak URAL?  A tak, jechaliśmy setki kilometrów na zachód w Ałtaj, przedzieraliśmy się bezdrożami coraz bliżej i bliżej Taszanty, by w końcu i tak cofnąć się, będąc już od niej o krok. Przekonaliśmy się, że niestety, w tamtej części Azji od zawsze była i jest tylko jedna droga łącząca dwie części  Wielkiego Stepu. Jedyna w tym obszarze, wiedzie przez niedostępne pustkowia. Wije się nad przepaściami, między szczytami gór, równolegle do rzek. To ten słynny Trakt Czujski  wiodący przez góry Ałtaj wzdłuż rzeki o tej nazwie.
Kiedyś kupcy i podróżnicy nie mieli wyboru i mogli tylko tamtędy jechać do Mongolii, Chin, tak jak ja teraz. Był to ważny trakt handlowy, odcinek słynnego Szlaku Jedwabnego. Tą niezwykle trudną i niebezpieczną drogą wędrowały karawany, a potem jeździły wozy kupieckie. Jeszcze sto lat temu przemierzając Trakt Czujski woźnica zatrzymywał się przed wjazdem na wąskie odcinki drogi wykutej w stromych, pionowych skałach nad przepaściami. Najpierw szedł pieszo na zakręt opasujący skalną ścianę i kładł na drodze czapkę. Jadący z naprzeciwka na widok tego znaku stawał i czekał, bo niemożliwością było, aby dwa zaprzęgi minęły się na wąskiej półce nad przepaścią.

 

Najpiękniejsza droga na świecie!


Współcześnie Trakt Czujski (czyli odcinek rosyjskiej szosy federalnej M52 od Bijska do Taszanty o długości 510 kilometrów) poszerzono, pokryto asfaltem i dzisiaj jest to – nie tylko według mnie – najpiękniejsza droga na świecie. Równa, gładka malowniczo meandrująca między zboczami gór porośniętych tajgą lub pokrytych tundrą, szczytami białymi od śniegu i lodu. Szosa stromo wspinająca się ku górze lub gwałtownie opadająca w dół. Kierowca jedzie tam na poziomie i między chmurami, by za chwil kilka przemierzać głęboką dolinę z płynącą o krok rzeką. Piękną, wielką, górską. I – co ciekawe – z mlecznobiałą wodą.
Cały czas zachwycają wspaniałe widoki, dlatego utrudnieniem dla takiego kierowcy jak ja był brak poboczy i tym samym możliwości zatrzymania samochodu, by móc napawać wzrok, fotografować i filmować widoki. Na dodatek mądrzy Ałtajczycy „kupili” brazylijski patent i żółtą linią oznakowali na jezdni wszystkie miejsca niebezpieczne, te gdzie obowiązuje całkowity zakaz zatrzymywania się. Tych żółtych pasów było wiele.

 

Piękna i groźna Czike Taman


Jednym z najbardziej malowniczych miejsc na Trakcie Czujskim jest przełęcz Czike Taman. Stąd rozciąga się wspaniały widok na piękne ałtajskie góry i szmaragdowe doliny. Podróżni obowiązkowo zatrzymują się tam i podziwiają pejzaż. Pozornie sielankowa i stosunkowo niewysoka (1460 m n. p. m.) przełęcz w rzeczywistości jest podobno najbardziej niebezpiecznym odcinkiem całej, liczącej blisko tysiąc kilometrów drogi. Czemu? Bo w wierzeniach Ałtajczyków przełęcze zajmują szczególną rolę . Są to siedziby eeze (Gospodarza), niewidzialnej istoty, ducha, który jest władcą danego miejsca. Dlatego mądrzy kierowcy „Gazeli”  zawsze zatrzymują się tu na chwilę, aby pokłonić się mocom przyrody. Z tego powodu na Czike Tamanie jest kilka kosz agacz – szamańskich drzew, na gałęziach których tubylcy zawiązują wotalne wstążki.
Przemierzając Trakt Czujski trzeba pamiętać, że pogoda lubi płatać figle. Piękna na dole, po kilkunastu kilometrach, gdy samochód wiedzie pod szczyt, potrafi zmienić się w oka mgnieniu. Buran – wściekła syberyjska śnieżyca – ulewny deszcz, wichura lub gęsta mgła potrafią nagle zmniejszyć widoczność do zera i utrudnić jazdę. Wprawdzie Ałtajczycy lekceważą pogodę, uważając, że z powodu kilku płatków śniegu nie warto stawać, ale gdy robiło się ciemno, ślisko i niebezpiecznie, przerywaliśmy jazdę i szukaliśmy stosownego miejsca na odpoczynek. Lepiej było zachować ostrożność i ofiarą złożoną na owoo lub drzewie szamana przebłagać eeze i zapewnić sobie jego życzliwość. Zachowałem się więc zgodnie z obyczajem – na wszelki wypadek, tym bardziej że biwakowaliśmy w przepięknych miejscach i każdy pretekst do postoju sprawiał nam przyjemność. Był okazją dla Piotra do prawie alpinistycznej eksploracji gór na piechotę. Do wspinaczki i kręcenia filmów. A ja – zwykle – zostawałem na samym brzegu wspaniałej, lipieniowej rzeki. Z aparatem i spinningiem…

 

Mumie i 15 grobów na każdy kilometr drogi!


W pobliżu Traktu Czujskiego na skalnych stokach można zobaczyć prastare rysunki. Są dość pospolite w tej części Syberii, bo ta ałtajska droga od najdawniejszych czasów była “bramą ludów”. Wędrowały nią różne narody z południa i wschodu na zachód i wiele z nich pozostawiło ślad swojej obecności. Warto zatrzymać się, by obejrzeć słynne „kamienne baby”, a także dowiedzieć się czegoś więcej o mumii „księżniczki”, o której opowiadał mi i pisze w książkach mój znajomy, Polak  mieszkający w Gornoaltajsku, profesor Wojciech Grzelak :

 

…sensacją na skalę światową było odnalezienie latem 1993 roku w Ałtaju mumii scytyjskiej dziewczyny sprzed 2500 lat. “Lodowa dama”, nazywana także “ałtajską Księżniczką”, miała doskonale zachowane niezwykłe i bogate  tatuaże na ciele. Znalezisko przewieziono do Moskwy, gdzie uruchomiło lawinę tajemniczych i groźnych zjawisk. „Nasza Księżniczka jest strażniczką tej ziemi i powinna tu pozostać” – krzyczą Ałtajczycy, domagając się zwrotu zwłok wydartych płaskowyżowi Ukok: bowiem od czasu ich zabrania nawiedzają ten zakątek Syberii potężne trzęsienia ziemi, których epicentrum znajduje się właśnie w okolicach miejsca, gdzie znaleziono mumię…
Modernizacja Traku Czujskiego, prowadzona od końca lat dwudziestych ubiegłego stulecia do 1985 roku, przedstawiana była jako wzorcowa budowa komunizmu, realizowana pracowitymi rękoma szlachetnych i – na plakatach – zawsze uśmiechniętych komsomolców. Ale rzeczywistość daleka była od sielanki. Tragiczną kartą historii przebudowy szosy są losy więźniów pracujących tam w nieludzkich warunkach. Tych, którzy zmarli z wycieńczenia, chorób czy bestialstwa nadzorców, grzebano najprościej – wprost pod nawierzchnią szosy. Oblicza się, że na każdy kilometr Traktu Czujskiego przypada, co najmniej piętnastu zmarłych przy jego budowie więźniów.
Dzisiaj nie tylko Ałtaj, lecz nawet sama droga ciągnąca się przy rzece  Czuja jest miejscem bardzo atrakcyjnym dla (nielicznych) turystów i bardzo wygodnym do przemierzania jej samochodem. Prawdę mówiąc, ciężko było mi jechać Traktem Czujskim, ponieważ co chwilę chciałem się zatrzymywać, by fotografować fantastyczne widoki. Co pewien czas znajdowałem tam również piękne miejsca biwakowe idealne do przerw w podróży. Malownicze i wielkie górskie rzeki zachęcały do wędkowania, do rzecznych spływów, raftingu czy wycieczek treckingowych. Naszą uwagę przyciągały przydrożne bazary z typowymi ałtajskimi wyrobami. Sympatyczne restauracje kusiły smacznymi potrawami, świeżym kwasem chlebowym, a turbazy zapraszały do syberyjskiej bani.

 

 

Ałtaj leży w równej odległości od czterech oceanów. Tu spotykają się trzy nauki: Buddy, Chrystusa i Mahometa. To kraina dzika i odludna, o nieskażonej przyrodzie. Więc nic dziwnego, że miejscowi uważają, iż jest to unikatowe miejsce przepełnione energią kosmiczną. Doszukują się tam obecności yeti (ałmyza).
Ałtaj zalicza się do najpiękniejszych miejsc na ziemi i po przejechaniu tej górskiej trasy w pełni się z tą opinią zgadzam. Nasza podróż Szlakiem Czujskim była jedną, wielką atrakcją i już po to warto było przejechać te tysiące kilometrów.  [...]

________________________________________
tekst &foto Bolek Boleebaatar Uryn.  Fragment przygotowywanej do druku książki p.t. „MORIN CHUUR – skrzypce z czaszki konia – mongolski świat jurt, koni i szamanów”  

  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace
  • RSS

Brak komentarzy do: “Ku stepom Mongolii biegnie Trakt Czujski”

Dodaj komentarz:

`

Zobacz również

MONGOLSKI CEDR – DRZEWO ŻYCIA

MONGOLSKI CEDR – DRZEWO ŻYCIA

Sanatoryjna hipoterapia, drzewo jak apteka, mirra i kadzidło… Bolesław Boleebaatar URYN Już Hipokrates głosił:  Przyroda  jest lekarzem wszystkich chorób! Przez lata wyruszałem z Mongołami na koniach z Kotliny Darchackiej na północy kraju, w okoliczne góry. Na zachód w Ułan Tajgę, na północ w Sajany i

Kazirodztwo, księżniczka Gundżu i…Yeti

Kazirodztwo, księżniczka Gundżu i…Yeti

U zarania dziejów Bóg rozdawał ludom ziemię… Mongolscy koczownicy długo nie wytrzymali w kolejce wraz z innymi. Odeszli, bo musieli zaopiekować się stadami. A kiedy wrócili, okazało się, że wszystko już zostało rozdane. Został tylko jeden piękny skrawek, który Bóg zostawił dla siebie. – Miała

Golden Eagle Festiwal polowanie z orłem na wilki

Golden Eagle Festiwal polowanie z orłem na wilki

[...] Trakt Czujski kończy się w Taszanacie, gdzie jest międzynarodowe przejście graniczne między Rosją a Mongolią. Gdy tam zajechaliśmy, na granicy nie było innych samochodów i odprawa trwała króciutko. Po stronie mongolskiej – szok. Ałtaj przyjął nas pogodą prawie zimową. Tuż za granicą, w Mongolii

Kalendarze 2013 Koszulki, odzież reklamowa

Zagłosuj na nas

Translate

Polecamy

Copyright (C) mongolia.olsztyn.pl mapa strony rss rss komentarze realizacja: agraf.net.pl

Ta strona wykorzystuje pliki cookies m.in. do celów statystycznych oraz przez Facebook Social Plugins. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, wyłącz obsługę cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Zaakceptuj cookies Więcej informacji